25 lipca 2014

WEEKEND AT THE LAKE - VIDEO

Videorelacje... tego brakowało na tym blogu, nie sądzicie? Od dawna już myślałam o nagrywaniu krótszych bądź dłuższych filmików, ale dopiero teraz się na to zdecydowałam i mam ku temu możliwości. Jest to świetne urozmaicenie bloga, odcięcie się na chwilę od masy publikowanych zdjęć oraz możliwość zobaczenia mnie i mojej codzienności z nieco innej perspektywy. Zdjęcia to zatrzymana w kadrze chwila, możemy dzięki niemu zaprezentować to co tylko chcemy, a dzięki talentowi, doświadczeniu i pomysłowi nadać mu magii, oryginalności czy ciekawych kolorów. Film za to ma za zadanie przybliżyć Was do mnie jeszcze bardziej poprzez ukazanie mojej codzienności w innej formie, a także nieco mojego zachowania, którego nie idzie do końca wywnioskować ze zdjęć.
Filmik ten przedstawia weekend spędzony w moim domku nad jeziorem w towarzystwie mojego chłopaka. Pogoda nam dopisała, humory również, odpoczęliśmy i nabraliśmy sił. Bo właśnie po to zawsze się tam wybieramy :). No nic, pozostaje mi życzyć Wam miłego oglądania! :) Czekam na Wasze opinie odnośnie samego filmiku jak i pomysłu na publikowanie tego typu videorelacji :).



Gdyby kogoś interesowały ubrania, które miałam na sobie: 
koszulka Lakers - Allegro | trampki - Converse | koszulka Coca Cola - Romwe 
jeansowe szorty - Sheinside | strój kąpielowy Dope - Choies | strój kąpielowy w paski - New Yorker

23 lipca 2014

BEACHWEAR

Lato w pełni, a ja tak naprawdę nie jestem w 100% przygotowana do tegorocznego plażowania. Choć nie mam zbyt wielu okazji by wylegiwać się na słońcu, to jednak przyjdą momenty relaksu (tak jak np. ostatni weekend czy nadchodzący), w którym przydadzą się plażowe akcesoria. Najważniejszym z nich jest oczywiście strój kąpielowy. Ja jakoś nigdy nie przywiązywałam do niego zbyt dużej uwagi. Zadowalałam się klasycznymi, niewymyślnymi i niedrogimi strojami, często wyszukując je podczas sklepowych wyprzedaży. W tym roku chciałam mieć większy wybór i coś bardziej oryginalnego. Choć stroje kąpielowe powinno się przed zakupem przymierzyć, obejrzeć i sprawdzić, czy będą do nas pasować, to ja tym razem zaryzykowałam i zamówiłam dwa kostiumy w sklepie internetowym.


Pierwszy strój jaki do mnie ostatnio przywędrował to cukierkowo różowy z czarnymi wstawkami. Jest on stworzony na wzór popularnych strojów firmy Triangl. Ponieważ stroje tej firmy są dość kosztowne, a mi nie każdy kostium pasuje, to nie ryzykowałam z tak drogim zakupem. Zadowoliłam się podobną wersją, dzięki której mogę w ogóle sprawdzić jak czuję się w tego typu modelu. Strój jest cudny i czuję, że będzie moim ulubionym :). Może w przyszłości zdecyduję się na zakup oryginału.


Drugi strój jaki zamówiłam jest w kolorze błękitu. Jego góra ma ozdobną falbankę, która może nie będzie korzystna podczas opalania, ale mimo wszystko dodaje uroku i oryginalności. Ogromnym plusem jest możliwość wiązania zarówno górnej jak i dolnej części stroju, co pozwoli na swobodną regulację. 


Japonki widoczne na zdjęciu to również mój nowy, spontaniczny nabytek jeszcze z szaleństwa przecen. Kosztowały mnie niecałe 20zł, a dokładnie takich plażówek mi brakowało! Uwielbiam lekkie piankowe klapki, w których mogę śmigać całe lato, głównie podczas wakacyjnych wyjazdów!


Oprócz plażowych niezbędników czyli ręcznika, nakrycia głowy, okularów, plażowych klapek, czegoś do czytania czy innych dodatków, ważne jest też odpowiednie nawilżenie skóry. Na powyższych zdjęciach, co prawda nie prezentuję olejków do opalania, ale dwa nasze nowe nabytki z firmy Avon. Są to pięknie pachnące olejki do ciała, które przydadzą się nam po dniach opalania. Podczas takich upałów i plażowania, zaraz po odpowiednich kremach i olejkach do opalania, ważne jest by dobrze nawilżać skórę tuż po smażeniu się na słońcu. Polecamy różnego rodzaju olejki, które jednocześnie pielęgnują naszą skórę, sprawiając, że staje się ona miękka i promienna :).


Obydwa stroje zamówiłam na CHOIES, dokładnie TU i TU. Japonki zakupione w Diverse.


21 lipca 2014

CIACH CIACH!

Piękne, zadbane i zdrowe włosy to atut każdej kobiety. Lśniące pasma, ciekawa fryzura czy upięcie dodaje uroku i oryginalności. Przez większość swojego życia uważałam, że głównie te długie - kręcone, falowane, czy proste - dodają większej atrakcyjności kobiecie niż krótsze fryzury. Myślałam, że kobieta z bujnymi, długimi pasmami ma sporą przewagę nad tymi z bardziej podciętymi, co więcej, sama czułam się pewniej mając na głowie wyhodowane długie, zdrowe, proste jak druty włosy. Do lat 18 nosiłam swój naturalny kolor włosów, jakim był ciemny blond z naturalnymi, delikatnymi pasemkami, które rozjaśniały się od słońca w okresie letnim. Podstawą mojej fryzury była też grzywka, którą noszę do dnia dzisiejszego. Nigdy nie decydowałam się na ścięcie i zmianę koloru, bo byłam dumna z włosów, o które zadbałam. Po dłuższym czasie jednak coś mnie pokusiło i chwyciłam za rozjaśniacz. Jako dziecko miałam dość jasny, złoty odcień i po tylu latach po prostu za nim zatęskniłam. Nie zdawałam sobie jednak sprawy, że rozjaśniacz zniszczy mi włosy, które stracą nie tylko swój kolor, ale też urok i kondycję. Przez kilka kolejnych lat, nosiłam jasne, momentami prawie, że platynowe włosy, które z biegiem czasu słabły coraz mocniej. Gdy zdobyłam większą wiedzę na temat pielęgnacji włosów, postanowiłam rzucić ten syf, jakim jest rozjaśniacz i chwyciłam za farby, starając się przywrócić im bardziej naturalny, ciepły odcień blondu. Z kolorem mi się udało, z kondycją włosów nie do końca... Jednak po miesiącach testowania różnych kuracji, domowych odżywek, olejków i ton kosmetyków, udało mi się przywrócić im blask, choć to nadal nie to samo co sprzed kilku laty. Na poniższej sklejce możecie zobaczyć jakie włosy miałam przed jakimikolwiek zabiegami, podczas rozjaśniania oraz aktualny kolor uzyskany z mieszaniny kilku farb.


Aktualnie moje poglądy na temat fryzur zmieniły się. Zauważyłam, że kobiety z krótkimi włosami mogą prezentować się równie kobieco i pięknie co kobiety z długimi i pokaźnymi pasmami. Zarówno te krótkie jak i długie mogą być atrakcyjne i zwracające uwagę, ale warunek jest jeden - muszą być zdrowe. 
Moje włosy od połowy niestety nadal pamiętały rozjaśniacz. Żadne kosmetyki, drogie odżywki, olejki i kuracje nie przyniosły efektów jakich oczekiwałam. Choć momentami włosy prezentowały się dobrze, szybko jednak traciły na objętości, a suche końce opadały markotnie pozbawione blasku i zdrowia. Od długiego czasu sporo osób namawiało mnie na ścięcie, ale ja stanowczo odmawiałam, tłumacząc się strachem przed efektem końcowym. Jednak pewnego dnia, bez presji innych osób, sama podjęłam decyzję i.... udałam się do fryzjera. Widząc siebie z włosami schowanymi w kurtkę, doszłam do wniosku, że mogę wyglądać nawet o wiele lepiej w krótszej fryzurze. I z taką wróciłam do domu :)


NIE ŻAŁUJĘ :). Jestem przeszczęśliwa, że posłuchałam ukochanego, innych, bliskich mi osób, ale również samej siebie i zdecydowałam się na ten krok. Włosy od razu wyglądają na zdrowsze i grubsze. Suche końce odejmowały im objętości, czego mi bardzo brakowało. Teraz po tym wrażeniu nie ma ani śladu. Czuję się lepiej, wyglądam lepiej i tym samym pewniej. Momentami mam nawet myśli, że już nie chcę powracać do długich włosów. Ale co będzie - zobaczymy :). Jedno jest pewne - ścięcie włosów jest moim najlepszym posunięciem w ostatnim czasie!


Wiem, że Wasze opinie będą podzielone - część powie, że zrobiłam dobrze, część pewnie napisze, że w długich włosach wyglądałam lepiej. To oczywiście kwestia gustu. Najważniejsze jest jednak to, że to ja czuję się teraz wyśmienicie! :)

14 lipca 2014

THE BEST TIME

To niesamowite uczucie móc spotkać osobę z wirtualnego świata, uściskać ją, zobaczyć jej zachowanie, spędzić kilka dni i poznać od innej strony. Bardzo się cieszę, że miałam tę okazję i udało nam się zrealizować długo wyczekiwany plan. Wciąż wracam do tych chwil mimo, że czas strasznie szybko pędzi do przodu i świetnie spędzony czas z Angeliką tak naprawdę oddala się i pozostaje miłym wspomnieniem. Jakże się cieszę, że zrobiłyśmy tylko pamiątkowych zdjęć, które przypominają mi o tych dniach i chwilach spędzonych na długich rozmowach, zwierzeniach i śmiechu. Dziś prezentuję Wam kolejną ich dawkę. Zebrałam wszystkie cudowne momenty, abyście mogli ponownie przenieść się tam z nami. Dni spędzone w moim domku nad jeziorem, choć nie wyróżniały się niczym szczególnym, były dla nas wyjątkowe, bo mogłyśmy wyciszyć się spacerując nad brzegiem jeziora, siedząc na pomoście i rozmawiając o rożnościach, i tym samym, pogłębiając naszą znajomość. A gdy milczałyśmy, wsłuchiwałyśmy się w szeleszczące drzewa, wyskakujące z wody ryby, rechoczące gdzieś w oddali żaby czy ocierające się o siebie trzciny poruszane przez przyjemne podmuchy wiatru.


Późnymi, ciepłymi popołudniami lubiłyśmy siedzieć na tarasie bądź w ogrodzie, gdzie panuje równie odprężająca cisza i spokój. Na około nie było ani jednej żywej duszy, tylko dzika przyroda, ta cudowna, unosząca się aura, która pozostaje tylko w tym miejscu oraz my dwie, upajające się zapachem tamtejszej świeżości. Słońce delikatnie przedzierało się przez gałązki wysokich iglaków, muskając i ocieplając nasze twarze, kiedy to leżałyśmy sobie na hamaku bujając się i zapominając o całym, bożym świecie. 


Innym znów razem, kiedy dopadła nas śmiechawka, nie mogłyśmy odpuścić zrobienia sobie wspólnych zdjęć. Taka pamiątka to przecież podstawa! Zdjęcia te idealnie odzwierciedlają relacje między nami. Polubiłyśmy się w mig rozmawiając w sieci, ale nie sądziłyśmy wcześniej, że gdy się spotkamy to złapiemy wspólny język aż do tego stopnia, że będziemy czuć się jak znajome od nastu lat. Tak też właśnie było. Miałam wrażenie, że przyjechała do mnie osoba, którą znam od dziecka, przy której czuję się swobodnie i mogą być po prostu sobą w jej obecności. 


Jednym z naszych głównych celów były też konkretniejsze sesje zdjęciowe, które obiecałam Angelice już spory czas przed jej przyjazdem do mnie. Sama o tym marzyłam, bo dawno nie zajmowałam się robieniem zdjęć, które mają na celu przedstawienie czegoś więcej niż tylko stylizacja. Jakże byłam zadowolona robiąc jej przeróżne, ciekawe i klimatyczne ujęcia. Aż mnie nosi by je Wam pokazać, ale są póki co tajemnicą, którą skrywa Angelika. To ona zadecyduje, które zdjęcia upubliczni, a które zostawi dla siebie. Myślę, że wiele z nich zobaczycie na jej blogu :). Najmilej z pewnością wspominamy nasze pluskanki w jeziorze, które z początku było lodowate, aby potem przyjemnie moczyć nasze nóżki (w przypadku Angeli nieco więcej :D).


To już ostatnia część zdjęć jakie chcemy Wam zaprezentować. Myślę, że doskonale na nich widać jak świetnie się bawiłyśmy, ale też zrelaksowałyśmy. To miejsce jest idealne by odciąć się od świata, problemów i codzienności. Przenosi w inny wymiar, gdzie nie liczy się nic po za spokojnym oddechem, świeżym powietrzem i zapachem jeziora. Tak, to miejsce zdecydowanie jest magiczne.

11 lipca 2014

LA PIÑA

Ogrodniczki z dzisiejszej notki zamówiłam dokładnie rok temu i od tego czasu przeleżały sporo czasu w szafie. Dlaczego? Chyba po prostu o nich zapomniałam, albo nie miałam okazji ich założyć. Opcją jest też brak pomysłu na dobranie do nich reszty ubrań. Jednak w to lato, po wygrzebaniu ich z dna szafy zdałam sobie sprawę, że tak naprawdę pasuje do nich niemalże każdy t-shirt czy top. I cieszę się, że sobie o nich przypomniałam, bo są niezwykle urocze! Przypominają mi trochę dzieciństwo, kiedy to co drugi przedszkolak śmigał w takich po podwórku każdego dnia. Dlatego też nie bez powodu świetnie bawiłam się podczas tych zdjęć! :) Żeby nie było jednak zbyt dziecinnie, dobrałam pod nie mój nowy, krótki, słodki, ananasowy top, na którego polowałam już od dawna. Angela spisała się na medal aż dwukrotnie, bo oprócz zrobienia świetnych zdjęć, to właśnie ona przekonała mnie do wskoczenia w te ciuszki! I miała rację - taki wygodniak jest najlepszy :)

top - Romwe | ogrodniczki - Romwe | trampki - Converse via Eastend


8 lipca 2014

CHILLIN' AT THE LAKE

Kiedy zrodził się plan przyjazdu Angeliki, długo nie musiałam się zastanawiać nad pomysłem zorganizowania wspólnego czasu. Od razu wiedziałam, że świetnym wyjściem będzie zabranie jej do mojego cudownego zakątka nad jeziorem. Nie raz Wam o nim opowiadałam, nadal podtrzymuję swoją tezę, że jest to moja piękna, cicha, wręcz dzika oaza spokoju. Byłam niemalże pewna, że Angelika pokocha ją od pierwszej minuty...i tak też było.


Nastawiłyśmy się na totalny wypoczynek i relaks. To miejsce jest do tego po prostu idealne. Tam czas biegnie wolniej, momentami ma się wrażenie jakby całkowicie się zatrzymywał. Niemalże odcięte od świata, bez internetu, a nawet zasięgu w telefonie, rozmawiałyśmy do późnych godzin, siedząc sobie nad jeziorem i podziwiając zachodzące słońce. Tafla jeziora była spokojna, w oddali słychać było ćwierkające ptaki, niedaleko hasały sobie konie. Zapach wody, ryb i okolicznej aury wprawiał w cudowny, błogi nastrój. Nie chciało nam się wracać do domu.


Jednak na małą chwilę udało nam się połączyć ze światem, nie zabrakło też kilku selfie i zdjęć robionych telefonem, kiedy to aparat odpoczywał sobie po całym dniu robienia zdjęć. Angela była wniebowzięta gdy mogła usłyszeć czyiś głos, a ja musiałam zdawać relację rodzicom z tego co robiłyśmy po przyjeździe. Zaprosiłyśmy ich też na grilla!


Jednak pobyt w samym domku nie był wcale nudny. Wręcz przeciwnie, wszystko na około jest równie spokojne, ciche, zielone i wprost idealne do odpoczywania i błogiego lenistwa. Śniadanie i pogawędki na tarasie, odwiedziny kuny leśnej, która zaskoczyła nas z rana, klimatyczny bujany fotel, plotki, ploteczki, oglądanie meczu, pstrykanie tysiąca zdjęć, a potem długi, głęboki sen - to tylko część rzeczy, którymi cieszyłyśmy się za dnia i w nocy. 


To tylko część zdjęć jakie zrobiłyśmy. Jest ich cała masa, więc podzieliłam relację na kilka notek. Mam nadzieję, że takie misz masze przypadną Wam do gustu. Czekajcie na kolejne posty! :)